Medycy wkrótce dostaną pierwsze pensje po podwyżkach. Szpitale sprawdzają, czy wystarczy im pieniędzy

Lekarze, pielęgniarki, ratownicy i inni pracownicy ochrony zdrowia wkrótce zobaczą na kontach pierwsze wynagrodzenia uwzględniające podwyżki obowiązujące od 1 lipca. Dla personelu to wyższe pensje. Dla wielu szpitali – moment prawdy, który pokaże, czy ich budżety są w stanie udźwignąć rosnące koszty.

Minimalne wynagrodzenia zasadnicze w ochronie zdrowia wzrosły w lipcu o około 8,8 proc. Podwyżki wynikają z ustawy i obejmują pracowników medycznych oraz osoby zatrudnione przy podstawowej działalności placówek.

Szpitale nie mogą z nich zrezygnować ani przesunąć ich na później. Pensje muszą zostać wypłacone, nawet jeśli placówka już wcześniej miała problemy z płynnością.

Pierwsze wypłaty pokażą skalę obciążenia

Podstawą tegorocznej waloryzacji było przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej za 2025 r., które wyniosło 8903,56 zł.

Od lipca minimalna pensja zasadnicza lekarza lub lekarza dentysty ze specjalizacją wzrosła do 12 910,16 zł brutto. Najniższe ustawowe wynagrodzenie dla pracowników działalności podstawowej z wykształceniem poniżej średniego wynosi natomiast 5787,31 zł brutto.

Dla pracowników oznacza to realny wzrost miesięcznych zarobków. Dla dyrektorów szpitali wyższe wynagrodzenia to jednak nie tylko większe kwoty przelewane na konta personelu.

Rosną również składki i inne koszty związane z zatrudnieniem. Podwyżki mogą wywołać także presję płacową wśród pracowników, którzy już wcześniej zarabiali więcej niż ustawowe minimum, oraz osób zatrudnionych na kontraktach.

Dopiero po wypłacie pierwszych wynagrodzeń będzie można dokładniej ocenić, jak duże dodatkowe obciążenie poniosły poszczególne placówki.

Szpitale już wcześniej miały problemy

Podwyżki nie są jedynym powodem trudnej sytuacji finansowej ochrony zdrowia. Placówki od lat zmagają się z rosnącymi kosztami leków, energii, sprzętu, usług i pracy.

Jednocześnie szpital nie może działać tak jak zwykła firma. Nie ustala samodzielnie cen leczenia i nie może łatwo zrezygnować z nierentownego oddziału, jeżeli jest on potrzebny mieszkańcom.

Przychody placówek zależą przede wszystkim od kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia, wyceny świadczeń, ryczałtów oraz rozliczeń wykonanych procedur. Jeżeli finansowanie nie rośnie w takim samym tempie jak wydatki, pojawia się luka.

Najpierw szpital ogranicza inwestycje i odkłada mniej pilne zakupy. Później może zacząć opóźniać płatności wobec dostawców.

Ponad 30 mld zł zobowiązań

Dane za pierwszy kwartał 2026 r. pokazują, że zobowiązania samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej wzrosły do 30,2 mld zł.

To o 4,74 mld zł więcej niż rok wcześniej. W ciągu 12 miesięcy ich wartość zwiększyła się o 18,6 proc.

Jeszcze szybciej rosły zobowiązania wymagalne, czyli płatności, których termin już minął. Na koniec pierwszego kwartału wynosiły one 5,07 mld zł. Było to o ponad 43 proc. więcej niż rok wcześniej.

Oznacza to, że niemal co szósta złotówka zobowiązań SPZOZ była już po terminie. Dane obejmują nie tylko szpitale, ale również poradnie i przychodnie działające w tej formie prawnej.

– Dyrektor szpitala jest dziś pod ścianą. Wynagrodzenia trzeba wypłacić na bieżąco, bo bez personelu nie da się utrzymać oddziałów i dyżurów. Jeżeli pieniędzy nie wystarcza, szpital zwykle nie przestaje leczyć, tylko przesuwa płatności gdzie indziej: do dostawców leków, sprzętu, usług, energii czy finansowania. Tak powstają zobowiązania wymagalne – mówi Piotr Elżbieciak, doradca restrukturyzacyjny z Melius Doradcy Restrukturyzacyjni.

Najtrudniejsza sytuacja w szpitalach powiatowych

Na problemy szczególnie narażone są szpitale powiatowe. To często najbliższe placówki dla mieszkańców mniejszych miast i terenów wiejskich.

Muszą utrzymywać oddziały potrzebne lokalnej społeczności, nawet jeśli ich działalność jest trudna do zbilansowania. Jednocześnie mają mniejszą skalę niż duże szpitale wojewódzkie i kliniczne.

Problemy narastają tam, gdzie jednocześnie występują braki kadrowe, wysokie koszty utrzymania budynków, niewielka liczba pacjentów oraz zaległości wobec dostawców.

Samorządy prowadzące takie placówki często muszą wybierać pomiędzy dokładaniem kolejnych pieniędzy a reorganizacją działalności.

Czy szpitale zaczną się zamykać?

Masowa likwidacja szpitali z dnia na dzień jest mało prawdopodobna. Takie decyzje byłyby trudne społecznie i politycznie. W wielu powiatach szpital jest również jednym z największych pracodawców.

Bardziej realna może być stopniowa reorganizacja systemu. Placówki mogą łączyć oddziały, zmniejszać liczbę łóżek, ograniczać wybrane świadczenia lub przenosić je do większych ośrodków.

Z punktu widzenia pacjenta skutki mogą być jednak bardzo podobne do zamknięcia części szpitala. Mieszkańcy mogą być zmuszeni do dalszych dojazdów, dłuższego oczekiwania na leczenie albo korzystania z placówek w innych miastach.

Od początku lipca szpitale mogą składać wnioski o wsparcie procesów konsolidacyjnych. Na ten cel przeznaczono 1,149 mld zł. Pieniądze mają wspierać zarówno łączenie niezależnych jednostek, jak i reorganizację prowadzoną w ramach jednego podmiotu.

Nabór ma potrwać do 30 października 2026 r.

Sądowa restrukturyzacja nie jest rozwiązaniem

Dodatkowym problemem jest ograniczony dostęp publicznych placówek do narzędzi znanych z restrukturyzacji przedsiębiorstw.

W maju 2026 r. Sąd Najwyższy przesądził, że samodzielny publiczny zakład opieki zdrowotnej nie ma zdolności restrukturyzacyjnej. SPZOZ nie może więc po prostu rozpocząć sądowego postępowania restrukturyzacyjnego i w ten sposób zatrzymać narastania problemów.

– Potrzebny jest realny plan naprawczy, negocjacje z wierzycielami i bieżąca kontrola płynności – podkreśla Piotr Elżbieciak.

Oznacza to, że zadłużone szpitale muszą szukać rozwiązań wspólnie z samorządami, wierzycielami i instytucjami odpowiedzialnymi za finansowanie leczenia.

Pacjenci mogą odczuć problemy placówek

Pierwsze wypłaty po lipcowych podwyżkach będą ważnym sprawdzianem dla finansów szpitali. Placówki, które już wcześniej miały zaległości, mogą zacząć przesuwać kolejne płatności lub zwiększać zadłużenie.

W następnych miesiącach może również przyspieszyć podejmowanie decyzji dotyczących oddziałów, liczby łóżek i zakresu wykonywanych świadczeń.

Podwyżki wynagrodzeń personelu są potrzebne, ponieważ bez dobrze opłacanych lekarzy, pielęgniarek i ratowników nie można zapewnić sprawnego działania szpitali.

Problem zaczyna się wtedy, gdy za wyższymi pensjami nie nadąża finansowanie leczenia. Wówczas rachunek mogą pośrednio zapłacić pacjenci – dłuższymi kolejkami, ograniczoną dostępnością niektórych oddziałów i koniecznością dalszego dojazdu do placówki.

Notka prasowa.

Damian Kwaczyński
Damian Kwaczyński
Inżynier mechaniki, przyszły ojciec Julki.

Powiązane artykuły

Ostatnie artykuły